Masaż Shantala Pani Marceliny

O masażu Shantala i jego korzyściach czytałam dwa lata temu, kiedy to urodził się mój pierwszy synek. Poczytałam na ten temat, jednak nie znalazłam na terenie gdzie mieszkam osoby, która by mi pokazała, w jaki sposób masować dziecko. Z tego co przeczytałam w Internecie oraz po obejrzeniu kilku filmików próbowałam moje dziecko masować, ale synek stawiał opór, nie lubił być masowanym, być może też nieprawidłowo ten masaż wykonywałam. Jednak przyczyną niechęci dziecka była prawdopodobnie narastająca alergia na białko mleka krowiego i związana z tym suchość skóry oraz swędzące zmiany. Odpuściłam po kilku próbach, starałam się jedynie nakładając emolienty na skórę dziecka wykonywać takie ruchy jak podczas masażu i myślę, że pozytywnie to wpłynęło na relacje między mną a dzieckiem, jednak masażem raczej bym tego nie nazwała ze względu na krótki czas trwania.

Z kolei gdy urodziłam Juliana, mojego drugiego synka, który urodził się dwa miesiące przed terminem stwierdziłam, że powinnam wesprzeć jego rozwój i nasze wzajemne relacje poprzez masaż Shantala. Ku mojej radości dowiedziałam się, że jest w moim mieście osoba, która uczęszcza na kurs masażu, której wiele dzięki temu zawdzięczam. Pani Ewa wprowadziła nas, czyli całą moją rodzinę w świat masażu Shantala, a odkąd masaż stał się elementem codziennego przed kąpielowego rytuału mój synek zaczął dłużej przesypiać w nocy, ten pierwszy sen po masażu i kąpieli trwa nawet 5 godzin, co przed rozpoczęciem masażu się nie zdarzało. Kolejnym pozytywnym elementem jest brak zaparć u mojego dziecka. Ze względu na wcześniactwo Julek musi przyjmować suplementację żelazem, a wiedząc że żelazo zapiera starałam się znaleźć jakieś skuteczne rozwiązanie tego problemu, gdyż Julek bardzo się prężył, nie mógł spokojnie spać ze względu na problemy z wypróżnieniem. Po wprowadzeniu masażu tego problemu już nie ma. Myślę, że dzięki masażowi nasza wspólna relacja matki i dziecka będzie i już jest lepsza, synek się bardzo szybko przy mnie uspokaja, mój dotyk, głos działa na Julka kojąco, a mi matce serce rośnie·, bo dziecko spokojne, radosne to dziecko szczęśliwe.

Wracając do starszego synka, po instruktarzu Pani Ewy zaczęłam również wprowadzać elementy masażu u dwulatka, który jest bardzo zazdrosny o swojego młodszego brata i mimo tego, że poświęcamy z mężem więcej czasu dwulatkowi, to synek bardzo na siebie zwraca uwagę. Na skórze wspomniane wcześniej zmiany zniknęły już w pierwszym roku życia dziecka, natomiast po kilku masażach i ku mojemu zdziwieniu synek się trochę uspokoił, daje się masować i choć masaż ten długo nie trwa myślę, iż bardzo poprawi relacje zazdrosnego braciszka i rodziców, gdyż zarówno ja jak i mąż staramy się na zmianę masować dziecko. Kolejnym plusem jest również taki sam aspekt jak u młodszego dziecka, a mianowicie wpływ masażu na problemy z wypróżnianiem. Podczas odpieluszkowania dziecko bardzo fajnie wołające „siusiu” ma problem z oddaniem stolca do nocnika i wstrzymuje się od załatwienia potrzeby fizjologicznej. Po masażu dziecko chcąc-niechcąc;) załatwia się w niedługim czasie.

Masaż polecam wszystkim mamom, szczególnie mamom wcześniaków i mamom bardzo zestresowanym, gdyż taki masaż wpływa również niebywale kojąco na nas rodziców, wycisza, uspokaja i wprowadza pozytywną energię w miejsce zamieszkania.